Black coat

I love the days when we are all together, talking together. Take a walk in the sun, quiet, calm around. At this time we can stop for a while, stop running through life. It is a pity that this time so quickly escapes.
Recently bought the Gabrysi new stroller, which is great in the difficult terrain. We tested it on the road with bumps and tell you that it is really good. The best in this trolley is the folding of the whole and the ability to put the whole into the car trunk. We women, mothers need functional things to be able to fast and simple things.












Finally I feel spring, finally showed up in my city. It is not as warm as I would like, but the sun is a good start. In my garden, crocuses blossomed, everything starts to wake up.
Despite the fact that I am slowly beginning to green, I still dress in black. Finally, it is warm enough that I can dress my favorite black coat . I don't feel as heavy anymore as in the winter it is assumed that these warm and thick jackets ;)
I would like it to be warm for longer because, I want to walk for long walks with my daughter.

When the weekend ends, I'm a little sad because a new routine starts, and I'm looking forward to the next one. Kisses for everyone.

beauty blender v Silisponge

 Hej Kochani zapraszam na test Beauty Blender-a oraz Silisponge.
Do testu zaprosiła mnie firma enjoyours . 
BB chyba nie muszę nikomu przedstawiać (choć nie sądzę aby ten który dostałam był oryginałem). Gąbeczka do nakładania podkładu, "na mokro". Mój jeden z ulubionych gadżetów do nakładania makijażu. 
Silisponge- to taki sylikonowy płatek do nakładania podkładu,fluidu itp. Płatek wygląda zupełnie jak sylikonowa wkładka do biustonosza ;) Testuję go już jakiś czas i śmiało mogę wydać werdykt i zrobić porównanie tych dwóch produktów.



Zachodzi pytanie:
Czy te dwa produkty są do siebie podobne?
Nie!
Każdy z nich się różni od siebie pod wieloma względami.
Gąbką nakładamy podkład na wilgotno, sylikonowym płatkiem (bo tak go będę nazywać) na sucho.
Produkty są różne pod wieloma względami.


Różnica jest  również w budowie, kształcie, teksturze,  grubości, w pielęgnacji-czyszczeniu. 

➡Beauty Blender to gąbeczka do nakładania podkładu lub innych kosmetyków do makijażu.  Praca tym gadżetem jest bardzo miła, przyjemna, szybka i precyzyjna. 
Przy użyciu tego produktu należy go namoczyć wodą, odcisnąć nadmiar wody (ja dodatkowo obcieram gąbeczkę ręcznikiem papierowym) następnie można zacząć aplikować kosmetyk do makijażu. 

Zbyt dużej filozofii w tym nie ma😄😄.


➡Silikonowa łezka- ma zapach żelków😄 nie przeszkadza mi to w żadnym wypadku. W dotyku jest mięciutka i elastyczna. Jak widać jest przezroczysta i dość płaska.
Bardzo fajnie i łatwo się ją czyści (wodą z mydłem i wystarczy wysuszyć ją ręcznikiem papierowym). Ze względu na swój skład nie odbarwia się, nie przyjmuje i nie chłonie barwników z kosmetyków. Z tych względów jest dość wygodna i praktyczna w użyciu. Aplikujemy podkład bezpośrednio na suchy płatek sylikonowy. 

◾Technika nakładania:

Tu również są różnice.
W przypadku BB metoda na wilgotno, "stemplowania".
Efekt: bardzo ładnie równomiernie nałożony podkład, bez smug i dość precyzyjnie.
Plusy: ergonomia, kształt strona spodnia dobra do nakładania większych partii skóry, strona górna stożkowa pomaga w nakładaniu mniejszych partii skóry. 


W przypadku Silisponge na sucho ruch rozcierający. 
Tutaj nakładanie jest gorsze, według mnie. Trzeba się dużo bardziej namachać, aby uzyskać jednolity efekt. Wydajne mi się że więcej również zużywam podkładu niż w przypadku BB.
Przez to że gadżet jest śliski przy nakładaniu zawsze mam poplamione ręce od podkładu, czego nie lubię. Płatek sylikonowy posiada stronę zwężoną i rozszerzającą się, ale przez to że jest płaski 2D gorzej się nim manewruje. 


Metoda nakładania podkładu w moim odczuciu w stosunku do BB to jest 3D, w stosunku do  Silisponge 2D. Choćby ze względu nawet na trzymanie, efekt i budowę gadżetu. 


Podsumowanie:

Beauty Blender :
+Plusy:
Bardzo ładne wykończenie makijażu, brak smug;
Szybka i precyzyjna praca nawet z "trudnymi" podkładami;
Ergonomia- kształt, dobrze leży w dłoni i dociera do wszystkich miejsc.
-Bardzo wydajny jeśli chodzi o zużywalność podkładu, gąbeczka nie wchłania dużej ilości kosmetyku, a w efekcie jest ekonomiczna.

-Minusy: 
Konieczność moczenia gąbki (jeśli nie mamy dostępu do wody nie zrobimy fajnego makijażu tym gadżetem)
Brudzenie się- nigdy nie jesteśmy w stanie tak dokładnie doczyścić tej gąbeczki i zawsze widać plamy z podkładów (zwłaszcza na jasnych kolorach BB).
Po jakimś czasie gąbeczka pęka i się kruszy
Nie do końca jest higieniczna (wilgoć +naskórek, co może nie do końca dobrze wpływać na naszą cerę, jeśli nie wyschnie do następnego malowania. W efekcie mamy szybsze namnażanie bakterii) Ja przed każdym użyciem ją piorę, a później używam.
Szybsze zużycie niż pędzelków.

Silisponge:
+Plusy
-łatwość czyszczenia, brak wchłanialności podkładu w gadżet;
- nie brudzenie się gadżetu
-można wszędzie ze sobą zabrać

-Minusy:
 Trudniejsza praca, nie jest tragicznie, ale szczerze powiedziawszy nie zachwyca mnie efekt końcowy. Zauważyłam kilka razy, że nie do końca rozsmarowałam podkład, co mnie osobiście zawstydza jak się pokazuje"na mieście".
Potrzebuje szybko a dobrze, tu to jest możliwe, ale nie szybko...
Odnoszę wrażenie, że zużywam więcej podkładu niż w innych gadżetach, pomimo nie wchłanialności, gdyż ciągle wydaje mi się że muszę jeszcze dołożyć, więc dla mnie nie-ekonomiczy.
Kształt 2D podczas aplikacji -jest płaski, przez co daje gorszy efekt, brudzi ręce bo jest śliski, więc podkład przesuwa się ku naszym palcom.
 Nasza skóra jest wypukła więc tutaj lepiej wypada BB, który jest 3D i daje taki efekt. 



Podsumowując Bardzo polecam BB, natomiast Silisponge no cóż... nie zachwycił mnie. Nadaje się tylko dla ludzi którzy chcą zaspokoić swoją ciekawość nowinkami do nakładania makijażu.
Uwielbiam BB, zwłaszcza za to jaki daje efekt wykończenia, zawsze możemy dołożyć jeszcze odrobinkę podkładu i zawsze będzie to równomiernie nałożone. 
Efekt końcowy Silisponge mnie nie powala, dużo ładniej spisują się dobrej jakości pędzelki i BB.
Jeśli ktoś ma ochotę spróbować, czemu nie? Może ja nie umiem nim manewrować bo do tego trzeba więcej precyzji? Ja wolę szybko, łatwo i efektownie.

Pozdrawiam!

Wysypka u niemowlka jak sobie poradzić bez sterydów

Hej Kochani!
Nadszedł pewnego dnia ten przykry czas, że moja Gabi dostała straszną wysypkę, była ona wszędzie. Na nóżkach, buzi rączkach, boczkach, brzuszku i plecach. Problemy skórne u noworodka potrafią spędzić rodzicom sen z powiek. To był straszny moment dla mnie, jako mamy. Zawsze gdy musimy się zmierzyć z nową sytuacją nie jest nam łatwo, czasami nie wiemy gdzie pierwsze "ręce włożyć".
Każda mama chce, żeby jej dziecko było zdrowe i miało ładną skórę.



Początkowo nie wiedziałam za bardzo jak sobie z tym problemem poradzić. Sama jestem posiadaczem skóry bardzo wrażliwej, jednak ja używam na swoje dolegliwości maści sterydowych na mnie tylko one działają. Już się przestraszyłam że moje dziecko odziedziczyło to po mnie. Takiego maluszka nie chciałam "truć" i przyzwayczajać do takiej mocnej chemii.
Dzwoniłam do położnej i byłam u lekarza, chciałam jednak napisać Wam jak można spróbować pomóc dziecku bez stosowania sterydów.

Moje doświadczenie z kosmetykami i sposobami, mogą pomóc Waszym pociechom zanim się dostaniecie się do lekarza.
Te produkty o których napiszę są przez mojego Bobasa przetestowane i śmiało mogę je polecić. Są to kosmetyki bez recepty jednak specjalistyczne i bezpieczne dla wrażliwej skóry niemowlaków.

Wysypka może mieć różne przyczyny, może to być alergia pokarmowa, alergia na kosmetyki, płyny do prania, nawet na nasze ubrania lub też zwykła potówka wywołana przegrzaniem.


Pierwsza duża wysypka wyskoczyła Gabi jak była noworodkiem, po tygodniu po przyjściu ze szpitala. Okazało się, że była to zwykła potówka wywołana przegrzaniem.
Tak to już jest gdy urodzi się wcześniak, matki wtedy martwią się podwójnie:
- po pierwsze matka panikuje, żeby dziecku się nic nie stało, po prostu można z tego powodu przedobrzyć,
- a po drugie położne ze szpitala mnie nastraszyły że musi być ubierana dużo cieplej niż dzieci normalnie urodzone.

Pamiętajcie nie ma nic gorszego niż panika. Trzeba starać się pochodzić do pewnych spraw na logikę, najlepiej byłoby tak postępować w stosunku do wszystkiego. Panikowaniem więcej możemy narobić szkód niż dobrego, trzeba szybko się ogarnąć z tego stanu i zacząć racjonalnie myśleć.


Pierwsza potówka wyskoczyła mojej Córci na całej buzi i szyi.
Wysypka na buzi może się również pojawić z bardzo błahego powodu jakim jest zbyt rzadkie zmienianie pieluszki tetrowej, którą obcieramy dziecku buzię podczas karmienia, wystarczy częściej je zmieniać- niby banał ale pomaga ;)
Trzeba się zastanowić czy zbytnio nie ogrzewamy pomieszczenia w którym jest dziecko, lub za bardzo nie okrywamy kocykami. Dziecko może też zatrzeć swoją delikatną skórkę buzi o nasze ubranie.

Co mi pomogło w walce ze znienawidzoną potówką u dziecka??
Początkowo Bepanthen smarowany miejscowo(oczywiście przed każdym nałożeniem kremu na skórę trzeba ją obmyć, ja to robiłam czystą ciepłą przegotowaną wodą z wacikiem kosmetycznym). Tak B-panten nam pomógł w 3 dni pozbyłyśmy się wszystkiego! Ale on przecież jest na pupkę?... Tak ale z logicznego punktu widzenia jeśli jest wysypka na pupie (na której skóra jest bardzo wrażliwa i podrażniona) i schodzi zaczerwienienie oraz wysypka- na prawdę- to i z reszty ciała też zejdzie. Minus tej maści jest taki że to maść 😂 jest zbyt tłusta,  bardzo długo się wchłania i pozostawia tłusty film, więc postanowiliśmy poszukać czegoś innego.


Kupiliśmy na próbę krem z La Roche-Posay CICAPLAST BAME B5. Szczerze Wam powiem, że to balsam odkrycie!!! Ma za zadanie zregenerować skórę suchą i wrażliwą, przynoszący ukojenie.
 Świetnie sobie radzi z szorstkością, z zaczerwienieniem, popękaniami oraz z wysypką (z surowicą).
Dla mnie to absolutny krem MUST HAVE każdej Mamy. Nakładam go nie tylko na buzię dziecka, ale jak pojawi się jakaś zmiana na ciałku, to w tym miejscu aplikuję krem.
Skóra po nim jest nawilżona i natłuszczona. Krem wsiąka dość szybko (jest dość tłusty) ale po wchłonięciu skóra nie jest tłusta. Wygląda promiennie jest mięciutka, a po systematycznym smarowaniu widać poprawę kondycji skóry. KOCHAM ten krem! Można go traktować jak Cold Cream na zimę i na wiatr.
Fajne w tym kosmetyku jest to, że już po paru godzinach widać, że zaczerwienienie zaczyna blednąć,a krostki się zmniejszają.
Zapach jest bardzo delikatny i nie przeszkadza.


Następnym fajnym kremem wspomagającym pielęgnację jest krem Mustela Cold Cream (odżywczy krem do twarzy dla niemowląt). Krem ma za zadanie odbudować, chronić i koić warstwy hydrolipidowej skóry. Bardzo lubię ten krem daje bardzo dobre efekty, zawsze nim wychodzimy na spacer w zimniejsze dni, smaruję nim buzię dziecka, zastępstwo dla LP. Wsiąka jakąś chwilkę, bo jest dość treściwy. Nie jestem też zwolenniczką zapachu tego kremu.
Stosowałabym go częściej gdyby szybciej się wchłaniał bo jest na prawdę tłusty (wsiąka w skórę dużo szybciej niż Bepanthen) jednak jest bardziej "kleisty" podczas smarowania, za czym moje dziecko nie przepadada. Według mnie ten krem pielęgnuje skórę, ale nie leczy, jednak jest bardzo dobry jako uzupełnienie pielęgnacji skóry.

Do codziennej pielęgnacji  reszty ciała włączyłam kosmetyki z emolientami:


Kosmetyki Emolium emulsja do kąpieli oraz do ciała. Moje ulubione do codziennej wieczornej kąpieli, taka nasza wieczorna rutyna. Używam tych kosmetyków od urodzenia Gabi i nie zawiodłam się na nich. Oba kosmetyki zapewniają odpowiednie nawilżenie skóry nie naruszając bariery ochronnej skóry. Emulsja-krem szybko się wchłania.


Mediderm emulsja do kąpieli oraz krem. Te kosmetyki kupiłam z potrzeby pozbycia się nasilonej wysypki na całym ciałku Gabrysi. Kosmetyki te przeznaczone są dla osób chorych na łuszczycę i egzemę oraz na AZS.
 Gdy pojawił się ten ogromny wysyp na skórze wtedy Mediderm mnie nie zawiódł, używałam tych kosmetyków zawsze wspólnie (gdy skóra jest zdrowa używam emulsji do kąpieli co 2-3 dzień). Kąpałam obsypane okropną egzemą dziecko w emulsji oraz smarowałam skórę trzy razy dziennie kremem tej firmy. Był w działaniu zbawienny, gdy moje dziecko dostało alergii pokarmowej na kaszkę smakową z firmy Nestle, miała wtedy 4 miesiące. Oczywiście kaszkę odstawiłam, zaczęłam gotować kaszki naturalne i je blendować. Wysypka utrzymała się ponad tydzień. Dzięki systematycznemu smarowaniu ciała ominęła nas maść sterydowa. Dziecko piło również więcej wody. Wszystko ładnie zeszło, jednak pozostała szorstka skóra na niektórych miejscach, na zgięciu rączki oraz na udach. Tutaj zastosowałam mój ukochany krem z LP Cicaplast i zeszło.
Walczyliśmy z tym ponad 14 dni, jednak udało się uniknąć sterydów.
Kem wmasowuję w skórę ale na koniec lekko ją oklepuję.
Jak sami widzicie walka z chorobami skórnymi nie jest szybka, trzeba uzbroić się w cierpliwość i obserwować postępy w leczeniu.
Kremu Mediderm jest 500g, więc używam go również i ja. Po ciąży pojawiły mi się pod żebrami zmiany -egzemy, tylko że ich nie czułam nic mnie nie sędziało, ale skóra była zaróżowiona i bardzo sucha. Zeszły mi po dwóch dniach, używam tego kremu codziennie ja i Gabi już od 3 miesięcy i jeszcze mamy więcej niż pół opakowania.Szybko się wchłania i bardzo dobrze nawilża i koi skórę. Teraz moja skóra jest bardzo mięciutka. Bardzo polecam dla suchej i problematycznej skóry. Moje MUST HAVE!

Przy tak mocnej alergii po obmyciu skóry spryskiwałam ją zawsze wodą termalną a później nakładałam krem, lub emulsję.


Nie mogę również pominąć wody termalnej Uriage która fantastycznie koi i nawilża skórę Gabrysi oraz moją. Muszę Wam powiedzieć że na takie stany zapalne działa idealnie i u nas sprawdziła się w 100%. Nie mam pojęcia co w niej jest lepszego niż w innych wodach, ale jest moją ulubioną. Stosuję ją na odparzenia na pupce dziecka, na alergię skórne, na zaczerwienienia po wypryskach, podrażnienia, nawet na oparzenia. Rozpylam i pozostawiam do wchłonięcia. Jest moją bazą pod kremy. Skóra dużo szybciej się goi.


Zależało mi na tym, aby skóra mojego dziecka była zdrowa i promienna. Kolejną istotną rzeczą jest podawanie dziecku sporej ilości wody podczas dnia. Zauważyłam, że przy leczeniu wysypki podawanie większej ilości wody jaką dziecko wypiło miała wpływ na szybsze znikanie „pryszczyków z surowicą”.

W przypadku alergii pokarmowej trzeba się zawsze zastanowić co podajemy maluchowi do jedzenia, czy to składnik z mleka modyfikowanego może podrażniać, czy coś innego z dodatku żywnościowego który podajemy. Jeśli jest coś nie tak, to spróbować zmienić jedzenie, odstawić na jakiś czas. Obserwować czy coś się zmienia czy też nie. Jeśli się nie zmienia to wrócić do tego co podawaliśmy, jak zaczyna schodzić, to więcej dziecku nie podawać.
 Niestety efekt złagodzenia wysypki może być zauważalny dopiero po kilku dniach (wszystko zależy od nasilenia). Jeśli widzimy, że nic nowego nam się nie pojawia, to możemy się uspokoić i leczyć te zmiany które ciągle są.
Jeśli długo nie widzimy poprawy a objawy wykwitów skórnych pogłębiają się, pojawiają się nowe, należy bezzwłocznie udać się do lekarza. My miałyśmy to szczęście, że wysyp pokazałyśmy przed szczepieniem i doktorka nas poinstruowała co robić. Oprócz tego mam cudowną położną, która zawsze mnie podtrzymuje na duchu ;)


Pamiętajcie spokój i opanowanie to najlepszy doradca każdej Mamy ;)
Pozdrawiam!

Koronka i Sweter

Niedziela to dzień którego nie znoszę, nic nie można załatwić. Ludzie jeżdżą autami jak "pupy wołowe". Ci którzy wychodzą z kościołów są tak "optymistycznie" nastawieni i "radośni", że aż mnie mdli. W marketach "kultura" przoduje. Normalnie nic tylko w ten dzień siedzieć w domu i nie mieć z nikim nic do czynienia. Humorki, foszki ogólnie dopisują większości populacji ;)
Wystarczy tylko niedziela i wszystkim bije na dekiel.
Czasem nawet wychodząc na banalny spacer można paść ofiarą niemiłych incydentów, gdzie normalnie w ciągu tygodnia nic się nie przytrafia. Wrażliwość, drażliwość złośliwość to są hasła przodujące na niedzielne dni.
Tak, to właśnie dzisiaj moje niedzielne "kazanie" wygląda ;)
Zjawisko to ma pewnie kilka przyczyn, zmęczenie materiału całym tygodniem, zbliżający się poniedziałek też może działać rozdrażniająco. Niedzielna niemoc (nie mogę zrobić tego, czy tamtego bo niedziela/nie wypada-bo co będą mówili inni, dzień święty święcić)??
...Nie wiem ale w każdej szerokości geograficznej w której byłam niedziela bije każdemu na dekiel ;)
Jak się uchronić przed  tym durnym dniem tygodnia nie mam pojęcia ani pomysłu... nie przeskoczy się tego dnia.
Koniec! Więcej grzechów nie pamiętam!
Cześć!







Bielenda bazy pod makijaż

Hej Kochani! Do przetestowania dostałam trzy bazy z Bielendy. Rozświetlającą, brązującą oraz wyrównującą koloryt skóry, bazy w kulkach pod makijaż Make Up Academie.
Stworzono je z myślą o rożnych potrzebach skóry które pozwalają osiągnąć różne efekty – rozświetlenie, skorygowanie niedoskonałości lub lekko opaloną skórę. 


Bazy pomagają w uatrakcyjnieniu wyglądu szarej, zmęczonej, pozbawionej blasku cery. Oprócz wizualnej poprawy wyglądu skóry zapewniają jednocześnie podniesienie poziomu jej nawilżenia. Dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Produkty można stosować jako bazę pod makijaż (wówczas w przypadku cery normalnej nie ma potrzeby stosowania kremu nawilżającego pod podkład), ale także jako produkt do samodzielnego stosowania na dzień. Bazę można również połączyć z podkładem i rozprowadzić równomiernie na twarzy opuszkami palców. Uzyska się dzięki temu efekt subtelnego połysku.


Różowa baza efekt poprawy kolorytu:
Żelowo-perłowa różowa baza pod makijaż wizualnie poprawia wygląd i koloryt naskórka,delikatnie rozświetla i nadaje cerze promiennego, dziewczęcego blasku. Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt zrelaksowanej i zadbanej skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się i szybko się wchłania.
♥Pięknie pachnie jak dobre perfumy i faktycznie ładnie po niej skóra wygląda.
 

Bielenda Make-up Academie Lumiere Base Perłowa baza pod makijaż: -daje efekt rozświetlenia Żelowo-perłowa rozświetlająca baza pod makijaż rozjaśnia naskórek, poprawia jego wygląd, delikatnie koryguje i nadaje cerze młodzieńczego blasku. Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt wypoczętej, rozjaśnionej i rozświetlonej skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się i szybko się wchłania. 
Pięknie świeżo pachnie, po rozsmarowaniu na skórze faktycznie nadaje delikatny i subtelny efekt rozświetlenia. 


Bielenda Make-up Academie Bronze Base Brązująca baza pod makijaż:- daje efekt słonecznego blasku  Żelowo-perłowa baza pod makijaż nadaje skórze słonecznego blasku. Złota perła wizualnie ożywia i rozświetla cerę, nadając jej słonecznej poświaty i ciepłego odcienia. Błyszczące pigmenty
rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt
wypoczętej i rozświetlonej skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się i szybko się wchłania.
Ta baza pachnie słodko nie jest to mój ulubiony zapach. Na skórze nie ma znaczącego efektu zbrązowienia. Jednak gdy nałożymy ją na skórę i spróbujemy zmyć to na płatku kosmetycznym faktycznie zostaje brązowy efekt. Według mnie ta baza najdłużej się wchłania. Jednak na twarzy wygląda bardzo ładnie. 



 Podsumowując: Aplikowałam wszystkie trzy bazy na twarz tak jak jest zalecane i samodzielnie oraz ze zmieszaniem z ulubionym podkładem. Według mnie lepiej się sprawdzają samodzielnie, jeśli łączymy je z podkładem to musimy się liczyć z tym, że jeśli dodamy produkt do kryjącego podkładu to już nie uzyskamy takiego mocnego efektu krycia. Jest to również fajny sposób na rozcieńczenie mocnego krycia (oczywiście jeśli nie mamy co ukrywać pod podkładem). Ja to rozcieracie podkładu razem z bazą używam BB.
Wolę jednak aplikować bazę samodzielnie ze względu na efekt. W przypadku różowej i białej wchłanialność jest błyskawiczna, jednak - brązowa nie jest moją ulubioną, chociaż efekt jest bardzo ładny.  Wydaje mi się że wchłania się dłużej i nie lubię jej zapachu trochę babciny, ale to kwestia gustu.

Perłowa baza jest delikatnie rozświetlająca, przy połączeniu jej razem z podkładem musimy zwrócić uwagę na dobre rozprowadzenie/roztarcie, gdyż mogą pozostać perłowe "smużki", ale jeśli jednak dobrze rozprowadzimy, to wygląda pięknie na skórze. Jeśli użyjemy bazy samodzielnie nie ma z tym problemów.

Różowa baza jest super nie mogę się do niczego doczepić, ani nie mam do niej żadnych uwag.

W moim przypadku zawsze bazy były używane po pokremowaniu skóry. Nie wyobrażam sobie nie kremować twarzy, wiem że jest taka informacja, iż nie ma potrzeby, ale ja zawsze używam krem. Na koniec dnia skóra się błyszczy nie wiem czy to wina kremu i bazy czy bazy, jednak mnie to nie przeszkadza. Nie jest to jakieś mocne błyszczenie ale mocniejsze po użyciu bazy niż bez.  Najmniej błyszczę się po różowej i ona jest moją ulubioną.

Żadna z baz mnie nie "zapchała" skóry i nie uczuliła.
Polecam cena super i efekt bardzo dobry, fajna alternatywa dla drogich baz. Skóra po nich wygląda bardzo ładnie i jest mięciutka.




Zara Zara Zara

Hej Wszystkim!
Ledwie się tydzień zaczął i już jesteśmy na półmetku. Końcówka zeszłego tygodnia wpędziła mnie w w istną furię. Były takie mrozy i od tego się zaczęło.W zasadzie nic w tym złego...ale samopoczucie moje do bani.  Ciągle mi zimno, nie potrafię się zagrzać niczym ;( 
Do tego jeszcze czajnik elektryczny mi się popsuł i co najważniejsze router!!! Bez internetu jak bez ręki, tym bardziej jak się z niego korzysta pracując!!! 
Zadzwoniłam na infolinię Orange i okazało się że mają awarię spowodowaną mrozami.....i tak ten stan braku internetu LTE trwa do dziś!! Internet LTE-największy badziew jaki mam...
Niedawno miałam Neostradę i zrezygnowałam z niej, powiem Wam, że żałuje. Mam dom gigantyczny a zasięg LTE marny, nawet jak siedzę przy routerze. Jak tylko schodzę na dół to już zaczynają się schody :P a zasięgu brak...grrr
Po kilku kolejnych próbach dowiedzenia się czy internet już jest naprawiony w mojej dzielnicy, okazało się że jest problem z moim urządzeniem. Telefonów wykonanych na infolinię już nie zliczę i taki klops... 
Koniec końców skończyło się na braku internetu przez parę ładnych dni, router wylądował w naprawie na 14dni, a my wzięliśmy znowu Neostradę na umowę i śmiga jak szalona! Zanim jednak dostąpiłam zaszczytu korzystania  z neta trzeba było skonfigurować urządzenie. Cały jeden dzień czekaliśmy na sygnał i hasło do Neo, jak już je dostałam to?...oczywiście zrobiłam coś nie tak i nie działał ooo zgrozo! Dopiero mój Cud Herkules który zna się na wszystkim jak wrócił z pracy uruchomił go w 3 minuty. Uwierzycie w to 3 minuty!?? Ja się męczyłam cały dzień i nic!
Będziemy mieć dwa internety, no cóż.... za głupotę płaci się podwójnie, z drugiej jednak strony postanowiliśmy że urządzenie LTE dostąpi zaszczytu na parterze gdzie wcześniej zasięg kulał. 
Głową ściany nie przebiję.  Internet jest nam potrzebny.

Co do popsucia się rzeczy to jedynym pozytywem  był zakup nowego czajnika w promocji z termostatem. Zależało mi na ustawieniu temperatury wody na zieloną herbatę. 
Tydzień szalony hmm co będzie jutro? zaczynam się bać! Ciągle coś~...
Cześć! Do usłyszenia!