Porodówka w Oświęcimiu cała prawda

17:03 Luźne Style 20 Comments

32 tydzień ciąży, piątek.
    Wstałam rano i coś tak dziwnie się poczułam, niby krzyże mnie zaczęły boleć, trochę podbrzusze, no ale pomyślałam sobie, że przecież to normalne bo już ogólnie ciężko mi jest. Jak zwykle poszłam do toalety, patrze a tu wydzielina w kolorze brązowym... myślę sobie co jest grane?? No nic nie panikuje, idę znowu patrze znowu ciemna maź. No to biorę za telefon i dzwonię do mojej Pani Doktor, nikt nie odbiera, to piszę sms-a. Pani Doktor odpisała- proszę udać się do szpitala na izbę przyjęć jeśli pani czuje , że coś nie tak.

  Zacznę od tego, że miałam rodzić w Katowicach na Łubinowej, jednak tam przyjmują porody po 35 tygodniu ciąży. Zadzwoniłam do drugiego lekarza poinformować co mi jest. Kiedy doktor z Łubinowej dowiedział się o moim stanie zdrowia pokierował mnie również do szpitala w moim mieście, aby było bliżej i ze względu na "wcześniactwo".Tu trzeba przyznać, że Oświęcim jest wyposażonym szpitalem do przyjmowania wcześniaków.

   Znowu poszłam do toalety, patrze a tu wydzielina normalna. Pomyślałam sobie, że może to tylko takie plamienie. Tak też nic się nie działo przez jakiś czas, więc leżałam  jeszcze w łóżku.
Od godziny 11:36 zaczęłam  odczuwać lekkie skurcze (ból podobny do miesiączkowego). Pomyślałam sobie, że może jednak zbiera mi się na co innego ;) poszłam i znowu ta maź... Tak więc po godzinie 12 zaczęłam odczuwać coraz mocniejsze skurcze. Po godzinie 14 skurcze zaczęły być tak częste i mocniejsze, więc postanowiłam jednak posłuchać rady Pani doktor oraz Pana doktora i pojechać do szpitala. Zanim się zebrałam to chyba było jeszcze przed 15. 
Na izbie przyjęć czułam że już rodzę, kolejka kilometrowa w szpitalu, tak więc poszłam i na "chama"się wepchałam. Panie z rejestracji wezwały natychmiast położną, wpakowały mnie na wózek inwalidzki, bach do windy i na badania. Podłączono mnie pod ktg, dano kroplówki, okazało się że mam skurcze porodowe, gdzie ja myślałam że pójdę jeszcze na podtrzymanie... 
Nic z tego, na badania do lekarza, doktor zbadał, zrobił usg i odczytał wynik KTG, okazało się że faktycznie zaczęła się akcja porodowa.

   Oczywiście dostałam opierdziel od Pana doktora, że przyjechałam za późno, gdybym przyjechała rano to jeszcze można by wyhamować, a tak ....??? no nic trzeba ciąć! Dziecko ułożyło się pośladkowo, nie ma wyjścia na naturalny poród, rozwarcie na 4cm. 
Doktor zrobił dosłownie "panikę", w trybie CITO ściągnął anestezjologa i pojechałam z sali badań na porodówkę.  Dla mnie to trwało to chwilę. W rzeczywistości było dłużej (z opowieści mojej Mamy, która mnie zawiozła do szpitala i czekała z niepokojem, później również dołączył do Niej mój mąż) ;) 
Wjechałam na blok operacyjny rozebrana, i pozbawiona jakiej kolwiek intymności siedziałam na stole operacyjnym jak mnie Pan Bóg stworzył i czekałam na znieczulenie zewnątrz-oponowe.
Ekipa asystująca była dość liczna ;) , porozmawialiśmy chwilkę, przyznam, że dość się rozluźniłam dzięki atmosferze jaka panowała. Wszyscy byli mili, wyrozumiali, anestezjolog trzymał mnie za rękę. Posmarowali brzuch jodyną, założyli wielką płachtą żebym nic nie widziała i zaczęło się cięcie. Nic nie czułam do momentu wyszarpywania mi dziecka z brzucha. To przyznam szczerze było straszne uczucie, czułam jakby mnie ktoś szarpał, jakby rozpruwał mi flaki. To był najgorszy monet jaki w życiu przeżywałam. Trzymał mnie lekarz za rękę, a ja czekałam aż wyciągną moją malutką 32 tygodniową kruszynkę. Modliłam się, żeby płakała jak ją wyszarpią z mojego brzucha.  Kilka osób na sali mówiło "32 tydzień to jeszcze nie najgorzej niech się Pani tak nie martwi, bywały tu gorsze przypadki, jeszcze większe wcześniaki od pańskiego przypadku". 
W końcu ją wyciągnęli.... płacze i to mocno, na sekundę mi ją pokazali i siostra z nią uciekła. urodziła się o 16:43. W tym momencie już nie wiedziałam co z moim Maluszkiem się dzieje, czy przeżyje, jaki jest jego stan. Niepewność, niewiedza i czas oczekiwania na wieści to istna tortura. Żaden ból nie był tak dokuczliwy jak niewiedza o stanie zdrowia i rozwoju mojego dzieciątka. Gdzieś tam podświadomie byłam spokojna, że przecież w 28 tygodniu dostała Celeston na rozwój płuc, przecież płakała nie może być aż tak krytycznie. 
W międzyczasie doktor mnie pozszywał, przerzucili na łóżko szpitalne i pożegnałam się z bardzo miłą ekipą z bloku porodowego. Cudowna ekipa, dobrze wykwalifikowani i fachowi ludzie, podtrzymywali mnie na duchu i zachowywali się bardzo profesjonalnie. 


Zawieźli mnie na sale na oddziale położniczym, gdzie było 5 łóżek i 3 osoby ze mną w sumie 4. 
Oddział położniczy to zespół fantastycznych sióstr, które potrafią się opiekować człowiekiem. Na tym oddziale nie miałam z nikim problemów, o wszystko o co prosiłam to dostałam. Kroplówki, morfina, leki przeciwbólowe, miłe słowo, gesty "człowieczeństwa". Tego mi było trzeba w tych trudnych momentach. Serdecznie pozdrawiam Panią Basię!! Cudowna osoba!
Po kilkunastu minutach po cięciu zjawił się ordynator od noworodków z bardzo poważną i niezadowoloną miną oznajmił mi, że moje dziecko jest jakieś chore, ma niedowład płuc jego stan jest krytyczny ma jakieś wady wrodzone, wziął i poszedł. 
Leżę na sali, jestem sama bez wsparcia rodziny, z rozprutym i poskładanym do kupy bolącym brzuchem, a facet mi nie pomaga, tylko dołuje...nic nie mogę zrobić bo leżę z niedowładem kończyn. Nie widzę córeczki... to tak z nią aż źle-myślę sobie??
Nagle telefon... kto? moja cudowna Pani doktor z pytaniem jak się czuje i co się dzieje. Na to ja że dziękuję dobrze, bo już jestem po cesarce, ale z dzidziusiem jest bardzo źle. Pani doktor niedowierzała, uspokoiła mnie i zapewniła, że zaraz oddzwoni.
Zadzwoniła na oddział dowiedziała się wszystkiego i oddzwoniła do mnie ponownie. Cudownie było ją usłyszeć, wieści, że nie jest tak najgorzej, że stan się ustabilizował. Malutka jest podpięta pod aparatury, kroplówki, ale stabilna. 
Mogłam w końcu odetchnąć. 

Na drugi dzień pozwolili mi wstać z łóżka, hahaha to był nie lada wyczyn. Wszystko rwało, szwy ciągnęły strasznie, ale przecież mam cel, iść na oddział noworodkowy zobaczyć moje Maleństwo. 
Po dwóch nieudanych próbach powstania na nogi, wkurzyłam się niemiłosiernie, że jestem beznadziejna, przeklęłam straszliwie, przepraszając dookaoła wszystkie mamy z noworodkami i w końcu ruszyłam swoje 4-litery z tego obskurnego łóżka.
Ogarnęłam się pod prysznicem z asystą położnej i dosłownie z prędkością światła (poskręcana jak 70-latka ;) pognałam na oddział noworodkowy. Gdy weszłam do pomieszczenia w którym był inkubator z moim Maleństwem, biednym popodpinanym do wszystkich możliwych urządzeń, takim kruchutkim, słabiutkim rozpłakałam się. W tym momencie miałam załamanie, że nie potrafiłam donosić ciąży, nie byłam w stanie zapewnić dziecku lepszych warunków.
Szybko jednak przestałam się użalać nad sobą, przecież mój płacz dziecku nie pomoże, muszę być  teraz silna, zapewnić jej wszytko co mogę, muszę myśleć o tym aby całkiem wydobrzeć i na coś się przydać. Tak w tym inkubatorze leżała biduleczka kilka dni, później okazało się, że ma żółtaczkę, więc dodatkowo ją naświetlano lampami. Widok znowu nie wesoły.
Mała po urodzeniu w 32 tygodniu ważyła 1900g, spadła do 1680g. Ze szpitala nie pozwolili nam odejść bez uzyskania wagi 2000g, więc posiedziałyśmy sobie 15 dni.
15 dni w szpitalu w Oświęcimiu to męczarnia. Przede wszystkim łóżko, to wielka tragedia, człowiek budził się obolały, bez sił na walkę z kolejnym dniem. Materac był tak cienki, że czuje się cały ruszt metalowy z pod spodu.  Dwie toalety na cały korytarz, przypuśmy, że było 22 kobiety i 2 toalety, 3 "kabiny prysznicowe a zapotrzebowanie na te sprawy jest ogromne ...no żal !

Nasza Gabrysia miała problem z jedzeniem, nie miała wykształconego nawyku ssania, początkowo dostawała pokarm pozajelitowo, później karmiły ją z butelki z dodatkiem do mojego mleka Bebilonu HMF położne na zmienię ze mną. Karmienie zajmowało mi ponad 45min. Brak foteli do karmienia na oddziale noworodkowym, to następną tragedia, siedzisz sobie na okrągłym metalowym starym krześle bez oparcia, które widziało jeszcze czasy Gierka, poskręcana 45-50min karmiąc dziecko. Po pobycie w szpitalu nabawiłam się przykurczu mięśni i garba.  
Długo strasznie ją męczyłam tymi zbyt dużymi ilościami pokarmu,  które kazano mi podawać, a przy okazji położne kazały robić to szybciej, no nie dało się!! mówiłam im. Możliwości tak małego żołądeczka przecież mają swoje ograniczenia. Następną sprawą była presja odciągania mleka na czas, o określonych porach dostawała jeść. Bałam się, że nie nastarczę z produkcją. a mleko było potrzebne co 3 godziny 12; 15; 18;21;24;3;6 i tak w kółko...masakra!! Wykańczało mnie to, ale co robić dzidziuś musi jeść, na całe szczęście starczało i miałam dużo siły i determinacji!


W szpitalu w Oświęcimiu spotkało mnie wiele dobrego. Oczywiście nie było kolorowo, było parę zgrzytów. Tak na prawdę były tam 2 Zołzy. Pani "Renia", która się czepiała że mąż siedzi przy inkubatorze za długo i jeszcze jedna młoda czepialska, którą miałam okazję raz widzieć na nocnej zmianie. Nie pozwoliła mi zabrać krzesła z oparciem z kuchni na karmienie, choć zapewniałam że jak skończę to odniosę, ani nie pozwoliła mi wejść do innego pomieszczenia na przewijanie Dzidziusia, bo była spora kolejka.
Pani Renia jednak na którą się skarżyłam, nie była taka zła jak myślałam, muszę przyznać że jest fachowa, choć dość surowa. Tej drugiej "od krzesła" nie miałam okazji już widzieć i dobrze ;)
Wkurzające było też to, że co zmiana przyszła, to każda z Pań mówiła co innego i miała swoją teorię, można było dosłownie zgupnąć, jednego dnia zalecenia były takie, innego inne... trochę mnie to irytowało (kobiety na Boga!!! zdecydujcie się w końcu, bo nie wiem kogo mam słuchać).
Jednak na oddziale noworodkowym są również Anioły, kochane kobiety które współczują, pomagają a nawet potrafią w naszej sprawie pewne rzeczy załatwić.
Serdecznie dziękuję za opiekę i pomoc całemu personelowi. Zwłaszcza Pani Iwonce i Pani Oddziałowej :*
Kiedy Gabrysia ciut podrośnie pójdziemy odwiedzić "Ciocie" z oddziału noworodkowego, bo wiem że nam bardzo kibicowały.
Miałam szczęście bo lekarz pozwalał na chwilę mojemu mężowi na odwiedziny przy inkubatorze, codziennie zaglądał do małej, to były najcenniejsze chwile dla naszej rodziny. 

Jeśli chcecie rodzić w szpitalu w Oświęcimiu musicie się pogodzić z pewnymi niedogodnościami, Wasi mężowie nie wejdą na salę zobaczyć maluszka. Nie ma takiej opcji. Jednak po głębszym zastanowieniu, muszę przyznać że jest to dobre, bo osobiście nie chciałabym żeby przy 5 osobowym pokoju szwędali się obcy faceci lub całe rodziny, tak przynajmniej był spokój i tylko noworodki dokazywały. Generalnie można było odpocząć.
Dzieci można było pokazać rodzinie przez chwilę przy drzwiach wejściowych.
Jednak ten zakaz jest lekkim absurdem, nikomu z obcych nie pozwalali wchodzić, ale....fotografowie wchodzili w "jednorazowym" kitlu ubrani po całym oddziale, co mnie drażniło. Dlaczego? "Jednorazowy" kitel był ubierany przez różne osoby wielorazowo, niby mówi się o higienie itd. a jednak tu była lipa! Następnym człowiekiem chodzącym po oddziale był ksiądz, co też nie do końca mi się podobało, niby komunię rozdawał itp. pytanie czy miał chociaż czyste ręce, bo kitla nie nosił... ;p
Pięcioosobowy pokój to nie jest aż takie złe rozwiązanie, poznałam dużo fajnych kobiet w ciągu całego pobytu, nawet jak odchodziły to robiło mi się przykro bo tak polubiłam niektóre osoby ;)


Obiady szpitalne dało się jeść, choć szału nie było, ale wiem że bywają gorsze ;) Ja nie miałam problemu z jedzeniem bo mąż i mama przywozili mi domowe obiady na czas pobytu.

Pouczono mnie o wcześniactwie, że ma problemy z jedzeniem, że mogę mieć z tym problem w domu, Mała może mi spaść na wadze (co oczywiście wiem, bo podczas pobytu co 3 godziny sumiennie karmiłam Gabrysię z różnym skutkiem), że trzeba wykonywać częstsze kontrole lekarskie. Dostałyśmy "wyprawkę" ze szpitala, masę fajnych ulotek i artykułów. W końcu pojechałyśmy do domu.
Karmienie to był problem, jednak ja nie robiłam z tego powodu paniki. Jestem bardzo cierpliwą osobą. Gdy tylko wróciłam do domu, tak na drugi dzień Maluch przestał mieć problemy z ssaniem i aż się śmiałam, że ktoś mi podmienił dziecko ;) wcina moje mleko z butelki z dodatkiem HMF-a, aż się jej uszy trzęsą, na zmianę z moim "cycem" ;P Dom to lekarstwo na całe zło! ;)
Moja ciężka praca, opanowanie i cierpliwość zostały szybko wynagrodzone, aż miło się patrzy jak Kruszyna tak mocno domaga się pokarmu i samodzielnie ssie.

Jestem wdzięczna opaczności że trafiłam właśnie do tego "dziwnego" szpitala. To jest inny świat jesteśmy tam więźniami, nie mamy na nic wpływu, w każdym razie ja miałam takie odczucie, jednak co do fachowości nie mogę nic złego powiedzieć, byłabym bardzo nie sprawiedliwa gdybym narzekała.
 Pewnie, że z niektórymi rzeczami się nie zgadzam, nie podobają mi się, podczas pobytu widziałam dużo, ale znajdźcie mi system który idealnie funkcjonuje? Nie ma takiego.
Muszę przyznać, że dzięki ludziom pracującym w Oświęcimskim szpitalu Powiatowym mam córeczkę całą i zdrową. Uratowali  Jej i moje życie za co będę im wdzięczna do końca swych dni.

Życzę tylko sobie i Wam kto tam trafi, żeby w końcu wyremontowali oddziały ginekologiczny, położniczy i noworodkowy, żeby warunki socjalno-bytowe się polepszyły i może żeby pewne Panie lekko wyluzowały ;)

Co przeżyłam, to moje,  dziękuję Bogu że tak się to wszystko dobrze skończyło, wiem że życie nie jest kolorowe i usłane różami, jednak wierzę w to, że jeśli będziemy dobrej myśli, to się w końcu ułoży i będzie dobrze.

Czy polecam szpital w Oświęcimiu? tak , nie taki diabeł straszny jak go malują.
Pozdrawiam i do następnego!
Pa!

20 komentarzy:

  1. Kochana, zobaczysz, Gabrysia szybko dogoni równieśników :) Jesteście obie dzielne.
    Teraz odkrywajcie razem świat <3
    Gratulacje dla Ciebie i Męża - macie śliczną córunię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy Kochana, już pomału ciśnie do przodu, ważyła 2100g a teraz ponad 2500g, dla nas to wielki sukces. Chyba kangurowanie bardzo pomaga :*

      Usuń
  2. Oj kochana czytałam twój tekst i przypomniało mi się kiedy ja urodziłam córkę za wcześnie bo w 35 tygodniu. Ja wtedy nie dostałam Celestonu i tak nagle zaczeło się od wody mi odeszły w nocy. Na szczęście urodziłam naturalnie. mała ważyła 2200, a potem 2100. Była w inkubatorze od razu ją zabrali. Zobaczyłam ją po dwóch dniach. Kiedy do niej szłam byłam jak ty przerażona, płakałam i najgorsze było to, ż enie mogli mnie zostawi c w szpitalu bo ze mną było wszytsko ok. Urodziłam, a wróciłam do domu bez dziecka...beznadziejne uczucie, ale musiałam mleko dowozić codziennie odciągane 30 km do Krakowa na Ujastek. Opieka super, położne tez ok. Na szczęście nic jej nie dolegało prócz niewykształconego odruchu ssania, ale mam nadzieję, że u was wszystko się ułoży. Pisz do mnie na priv. Maja jest teraz bezproblemową 5 latką. Widać ją na blogu. A moje drugie dziecko to był zagrożony od 17 tygodnia i wtedy celeston trzy razy leżałam na patologii, krążek i na szczęście urodził się w 38 tygodniu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam to szczęście, że siedziałam całe 15dni przy Małej i lekarze pozwalali mi przychodzić w każdym monecie, później mi ją dawali na noce, więc mogłam się wszystkiego uczyć już w szpitalu. Mam nadzieje, że szybko nadgoni i będzie tak fajna jak Twoja Maja :*
      Oglądanie progresu z dnia na dzień jest wielkim szczęściem ;)

      Usuń
  3. Dużo zdrowia dla Was dziewczynki, jesteście obie silne :)
    aż się wzruszyłam jak to czytałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :* Musimy być silne, bo ze słabości nie ma pożytku ;)

      Usuń
  4. Słodka córeczka :) Serdecznie gratuluję i życzą dużo zdrowia Gabrysi i Tobie. Miałam dwie cesarki, jedną ze znieczuleniem zewnątrzoponowym, wiem jak się człowiek musi nacierpieć. Teraz będzie tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak już jest dużo lepiej, ale czuje jeszcze jak szwy szarpią, zwłaszcza przy kichnięciu. Generalnie, da się przeżyć ;)

      Usuń
  5. Aż chwile się poplakalam... Zdrowia dla Gabrysi. Ja rodzilam swoje dziaciaczko, w Pleszewie, to muszę powiedzieć ze rarystasy są, każda sala ma własną lazienke, Milo wszystko mile wspominam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas ten "komfort" łazienki, to była tragedia... ale i tak jestem bardzo zadowolona, że mogłam z Gabrysią być cały ten czas i przychodzić kiedy chciałam, bo w innych szpitalach nie ma takiej możliwości.

      Usuń
  6. Piękna historia z równie pięknymi zdjęciami. Kochana, cieszę się, że wszystko skończyło się dobrze. Znam kilka relacji z porodów i chyba lepiej rodzi się za granicą, wszystko jest jakoś... bardziej ludzkie i chyba mniej jest osób które traktują kobiety jak pacjentki bez emocji, a nie jak kobiety z uczuciami. Czytałam kiedyś historię chyba z porodu w Szwajcarii, gdzie nie było sali tylko pokój narodzin:) a całej akcji porodowej towarzyszyła atmosfera intymności ze świecami...
    Wiadomo totalnie najważniejsze jest, że Kruszynka jest zdrowa, ale moment kiedy ją wyszarpali :(:( to smutne no i ordynator chyba kompletnie bez podejścia do ludzi:( Dobrze, że trafiłaś też na dobrych ludzi.
    Ale ale najważniejsze, że już jesteście w domu tak uroczo razem wyglądacie:) Dużo zdrowia dla Ciebie i Malutkiej:*
    A i ja też jestem wcześniakiem:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem wcześniakiem witam w klubie, ale nie aż takim jak Gabi, dla mnie 32 tydzień to jest masakra...
      Te zdjęcia razem to ze szpitala jeszcze ;)
      Tak dom to lek na całe zło :*
      Polska to dziwny kraj, ale chyba przez to, że takie tu "spartańskie" warunki to dlatego jesteśmy silne psychicznie i dużo możemy "wziąć na klatę". Dopiero po czasie człowiek jak sobie wszystko przypomina to wydaje mu się że dużo przeszedł, w trakcie jakoś się o tym wszystkim nie myśli.

      Usuń
  7. uuu cóż zawsze może być gorzej prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, przejmujący wpis. Sama zastanawiam się nad porodem w Oświęcimiu, przez cały pobyt w szpitalu nie ma odwiedzin choćby na korytarzu, chodzi głównie o męża. Jak z kangurowaniem po cięciu? Dali Ci małą odrazu, czy mąż kangurował? Będę wdzięczna za odpowiedź, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedziny na korytarzu są, ale to korytarz za drzwiami oddziału położniczego. Ja niestety nie miałam okazji ani Ją kangurować ani mój Mąż, bo dzidzia urodziła się 2 miesiące przed czasem i dosłownie pokazali mi Ją na 5 sekund i położna uciekła z Nią do inkubatora. Wiem że pozwalają kangurować i Mamie i Tacie, nie ma z tym problemu. Przy porodzie czyli na sali porodowej są same miłe osoby, tutaj nie masz się kompletnie czym przejmować. Ja trafiłam na cudowną zmianę i byłabym złym człowiekiem gdybym coś złego powiedziała. Jedyny dyskomfort to później łóżka (jak trafisz na cienki materac to ruszt łóżka wbija Ci się w całe ciało, a wiadomo po porodzie wszystko jest wrażliwsze, i kolejny problem to krzesła do karmienia bez oparć na plecy-oddział noworodkowy z kolei). Nie wszystkie Panie na oddziale noworodkowym są miłe. Lekarze też różnie, zależy od humoru. Moją rodzinę ordynator nastraszył na dzień dobry ;P Uwielbiam tam jedną Panią Doktor Asię-taka Młoda i mądra! Jest jak Anioł i promyk optymizmu!
      Małą dostałam dopiero po ponad tygodniu a siedziałyśmy tam 14 dni :( przez wcześniactwo.

      Kochana, nie zrażaj się tym co opisałam, Twój przypadek będzie kompletnie inny! Ja urodziłam za wcześnie. Opieka jest profesjonalna, naprawdę. Zazwyczaj wypuszczają po 3 dobach więc na prawdę nie będziesz tak cierpieć jak ja. Ja na pewno jak będę rodzić drugi raz to tam!
      Szczęśliwego rozwiązania! :* dużo zdrówka dla Was!

      Usuń
  9. Dziękuję Ci za odpowiedź :)Muszę pojechać i obejrzeć jeszcze porodówkę i sam oddział przed porodem. Dużo mi pomogłaś. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci szczęśliwego rozwiązania :*

      Usuń
  10. Odradzam oświęcim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz rozwinąć bardziej dlaczego? Masz jakieś złe doświadczenia?

      Usuń
  11. Ja polecam, szczerze polecam!!! Rodzilam w Oświęcimu luty 2013 - same dobre wspomnienia, personel pomocny i miły. Teraz 13tyg druga ciąża leżałam na ginekologii i też same dobre odczucia - zamierzam drugie dziecko również rodzic w Oświęcimu

    OdpowiedzUsuń

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich zdjęć, jeśli chcesz je wykorzystać to najpierw mnie o to spytaj!

Dziękuję za odwiedzenie mojej strony. Jeśli masz ciekawą opinię na dany temat lub chcesz o coś spytać, albo po prostu chcesz pogadać, chętnie poczytam i odpowiem ;) Miłego dnia życzę.
Pozdrawiam Maya :*