Czy pomoc wiąże się z aprobatą i wdzięcznością? Kiedyś miałam taką sytuacje, chciałam pomóc rodzinie w trudnej sytuacji finansowej. Osoba wywodząca się z tego kręgu opowiedziała mi o swojej trudnej sytuacji, co bardzo mnie wzruszyło. Nie jestem osobą majętną, ale na szczęście (odpukać w niemalowane) nie miałam takiej sytuacji żeby u mnie nie było w święta jedzenia. Akuratnie złożyło się, że posiadałam troszkę więcej pieniędzy i postanowiłam, że się podzielę, moimi pieniądzmi wydam je w wartościowym celu nie na pierdoły.
Pod pretekstem świąt upiekłam ciasteczka, ułożyłam je w paterze i na dno naczynia dałam kopertę z pieniędzmi.  Zawiozłam wszystko potrzebującej rodzinie. Nie zauważyli koperty bo wszystko było ładnie zapakowane, zostawiłam i się zmyłam do domu. "Głowa domu" zadzwoniła do mnie skrępowana, mieszająca się w tym co mówiła. Moje wrażenie po rozmowie telefonicznej było dość mieszane odczytałam ją z przekonaniem zażenowania i wstydu.
Minął spory czas od momentu świąt, spotkałam się z tą osobą która mi opowiadała o problemach rodzinnych i zaszczepiła we mnie poczucie pomocy bliźniemu. Miałyśmy sobie tyle do opowiedzenia, byłyśmy bardzo rozluźnione i tak skakałyśmy z tematu na temat nie drążąc niczego szczególnego. Wpadł nam temat pomocy (dla mnie pomoc oznacza bezinteresowny czyn społeczny) i tak od słowa do słowa usłyszałam, że moja pomoc została odebrana przez ich rodzinę jako jałmużna...
Jaki z tego morał? Przykro mi to pisać ale chyba następnym razem nie pomogę nikomu. Starałam się o dyskrecje (pretekst ciastek i schowanych pieniędzy, nie chciałam tak wparować do nich do domu i powiedzieć macie pieniądze bo ja mam za dużo, chętnie się podzielę), jednak efekt był zupełnie odwrotny do zamierzonego. Osoby poczuły się dotknięte i niemalże oburzone moją hojnością. Czyli: "jestem głodny będę obdrapywać tynk ze ścian i go jeść, ale nie pozwolę sobie pomóc innym i mnie obrażać". Ok szanuje to i więcej nie zamierzam nikogo obrażać tym że mam więcej, ani na siłę uszczęśliwiać.
Tylko niech też osoby "biedniejsze" nie opowiadają swoich dramatycznych historii znajomym, bo to naturalny gest i odruch człowieczeństwa skłania "bogatszych" do niesienia pomocy.
W głębi duszy czuje się zawiedziona i rozczarowana odczuciami innych względem moich intencji, trudno muszę z tym jakoś żyć.




Mam nadzieje, że Wy nie mieliście takich nieprzyjemnych doświadczeń. Czasem tak bywa, że gdy już coś nas doświadczy, to już więcej nie chcemy brnąć w ten temat i tworzymy w okół siebie skorupę. Stajemy się mniej podatni na nieszczęścia innych, choć chcieli byśmy pomóc to nie jest nam to dane.    

PODPIS
Follow on Bloglovin