Ciaża to nie choroba... ale trzeba bardzo uważać

14:55 Luźne Style 3 Comments

Hej Kochani!!!
Kiedy się dowiedziałam że jestem w ciąży, nie znajdowałam czasu na pisanie. Ciągle coś załatwiałam, pracowałam żeby zdążyć. Chcę teraz troszkę nadgonić temat.

Jak wiadomo u każdej kobiety ciąża przebiega inaczej. Moja do 28 tygodnia przebiegła idealnie bez problemowo. Nie miałam żadnych mdłości, żadnych wymiotów jednym słowem piękny czas. Byłam przez większość czasu bardzo aktywna dobrze się czułam, nie było żadnych przeciwwskazań ku temu aby aktywnie żyć. 
Jak tylko się dowiedziałam że będę Mamą to zmieniłam w swoim życiu wszystko . Począwszy od suplementacji, dietę aktywność, pielęgnację skóry, skończywszy na zachowaniu. 
Podstawową zmianą było dbanie o mnie i Maluszka więc zaczęłam od razu od witamin. Od dnia kiedy się dowiedziałam aż do końca. Dzięki temu miałam świetne wyniki zdrowotne.
Początkowo w I trymestrze był to Solgar witaminy prenatalne, później Femibion, który zmieniłam dość szybko na Prenatal Classic (ze względu na zawartość w składzie choliny), DHA, magnez, czasem trzeba było żarzyć Rutinoscorbin bo krew mi z nosa leciała.
Nie miałam parcia na nic słodkiego, jadłam ciągle kwaśne, na zmianę z ostrym i ciągle miałam ochotę na schabowego (dziwne bo zwykle nie znoszę schabowego). W mojej diecie znalazło się więcej sera białego, jajek, masa owoców i jarzyn, ryby i mięsko. Jedyny mięsem na które nie miałam ochoty to była wołowina. Robiłam stale soki świeżo wyciskane.
Przez całą ciążę nie zjadłam ani jednego burgera, żadnych chipsów żadnych napojów słodzonych. Wszystko było naturalne i zdrowe. Dziecko stało się moją obsesją. Oczywiście ciasta i lody też się zdarzały ale to było tak jak zwykle czyli od czasu do czasu bez żarłoczności. 



Postanowiliśmy z mężem, że będziemy wszystko kompletować na bieżąco. Spotkaliśmy się z liczną krytyką naszego postępowania: - "za wcześnie na to na tamto"; 
                                                   - "najlepiej jak dziecko się urodzi"
                                                    -"licho nie śpi"
                                                   - "nie kupuje się jeszcze żeby nie zapeszać!"
                                                   - "Macie jeszcze tyle czasu"
Nasze nastawienie- robimy po swojemu!!! Każda rada jest dobra ale mam swój mózg. 
   Teraz z perspektywy czasu wiem że jesteśmy rozsądni i zorganizowani, dobrze zrobiliśmy. Mimo fantastycznych doradców, którym serdecznie dziękujemy. 
Tak na prawdę jak się nad tym wszystkim zastanowić, to jak zostawię wszystko na ostatnią chwilę, to:
- kiedy zrobię remont dziecku w pokoiku? tydzień przed porodem? przecież ja sobie mogę planować termin a Dzidzia i tak urodzi się kiedy będzie chciała. Może po terminie? po porodzie?
Super po porodzie będę tak zestresowana, że ostatnią rzeczą o której będę myśleć to będzie to remont.  Będzie nam potrzebny spokój, cisza i świeże powietrze, a nie opary z świeżo remontowanego pokoju.
 Ale przecież remont to kurz pył, wydatki... Jeśli ktoś chce to niech robi na ostatnią chwilę, ja remont miałam z głowy w pierwszym miesiącu ciąży. Przecież jak by coś poszło nie tak to i tak zostaje mi pięknie odnowiony pokój i go wykorzystam. 
Kupowanie mebelków-za wcześnie!!! Co to znaczy za wcześnie? czas jest pojęciem względnym każdy go odczuwa inaczej. Dla mnie ten czas już był w 6-miesiącu ciąży.
To samo się tyczy wózka, laktatora, czy innych Mamuśkowych gadżetów. Na co mam czekać? Potem będzie taki stres że o połowie rzeczy zapomnę!

...Swoją drogą licząc wydatki zastanawiam się skąd ludzie mają na to wszystko fundusze "w ostatnim momencie". Może kredyty??? nie wiem ja mam to już z głowy, bo rozłożyło mi się to w czasie i nie odczułam tego finansowo....
Dlaczego się ciesze, że zdecydowaliśmy się na to wszystko dużo wcześniej? A no dlatego że w 28 tygodniu ciąża postanowiła mi spłatać figla. Prawda jest taka że stres który był bardzo silny w skutkach okazał się być tragiczny. Jestem wdzięczna opaczności i mojej Pani Doktor, za szybką reakcję, dobrze , że konsekwentnie i sumiennie chodzę do lekarza i jestem pod stałą najlepszą opieką.
Okazało się że szyjka mi się dużo skróciła, wystąpiły skurcze i otworzyło się ujście, rozwarcie było na centymetr. Po prywatnej wizycie u mojej Pani Doktor okazało się że mam się natychmiast stawić do szpitala. Nic mi innego nie pozostało jak zameldować się w tym przedziwnym miejscu i czekać na wyrok.
Zalecenia? Leżenie plackiem, nie chodzenie, tylko w wiadome miejsca, dwa razy kroplówka, KTG, magnez, witaminki, luteina i sterydy Celestonie dla Dzidziusia,  na szybszy rozwój płucek, witamina B1.

Kiedy się dowiedziałam że nie jest wesoło, złamałam się całkowicie, lekarze mnie nastraszyli że istnieje duże ryzyko przedwczesnego porodu.  W 28 tygodniu to zdecydowanie za szybko, to przecież nie jest czas... chciało mi się wyć, ale nic nie dało się poradzić, siła wyższa trzeba było czekać.
Tak sobie leżałam przez 7 dni z nogami uniesionymi do góry, leżąc plackiem i martwiąc się czy rozwarcie się nie pogłębiło, zażywając różne specyfiki podtrzymujące ciążę, do momentu otrzymania wyników badań z laboratorium, że wszystko jest ok i nadeszła decyzja z góry że zakładamy pessar.  W 8 dzień pobytu w szpitalu został założony mi krążek i w sumie wszystko się uspokoiło. Lekarz mnie uspokoił ale zalecił jeszcze kilkudniowy pobyt z kroplówkami i leżeniem. Na 10 dzień mnie ponownie zbadano, okazało się na szczęście, że wszystko jest ok.  Ogólnie lekarze mnie poinformowali, że z ich strony zostało wszystko zrobione, teraz wszystko tak na prawdę będzie zależało ode mnie.  Od tego czy będę się stosowała do zaleceń.
Przy założeniu pessara wskazaniami są: leżenie i ogólnie bardzo ograniczona aktywność fizyczna. Niby ujście zostało zamknięte, ale trzeba pamiętać że zawsze coś może się stać.
Dlatego dostałam zakaz na chodzenie po marketach,  spacerowanie, korzystania z basenu, chodzenia po schodach, podnoszenia ciężkich rzeczy, ogólnie zbyt dużego gimnastykowania się i wysiłku.
Jeśli chcę utrzymać ciąże jak najdłużej, to mam dużo leżeć i tak też postanowiłam zrobić. Przecież nic nie jest ważniejszego od  tej małej istotki która dzięki mnie może się prawidłowo rozwijać. Wszystko dla Niej!
Nie wiem czemu, ale leżąc tak w szpitalu poczułam z nią straszną więź i jeszcze większą miłość, często głaskałam ją po swoim brzuchu, a ona się przybliżała i czułam Jej obecność pod moją dłonią.
Miałam wielki ubaw kiedy pielęgniarki przychodziły aby posłuchać Jej tętna, a Ona uciekała i musiały posiedzieć przy mnie dużo dłużej żeby ją znaleźć.
Cała ta przygoda ze szpitalem nauczyła mnie, że mój tok myślenia i postępowania, że lepiej się zabezpieczyć wcześniej jest słuszny. Zostałam uziemiona, gdybym się wcześniej nie przygotowała na pewne rzeczy, była bym w kropce i bardzo zestresowana, przecież teraz muszę leżeć i odpoczywać. Wszystko już mam, więc mogę się spokojnie relaksować. Zostały tylko drobne rzeczy do dokupienia

Nigdy nie robię nic na ostatnią chwilę, nigdy nie przyciągam złych myśli i nie piszę czarnych scenariuszy i tak co ma być to będzie. Życie przyjmuję z wielką pokorą, każdą lekcję trzeba przeanalizować i wyciągnąć z niej wnioski.
 "Bo ktoś tak robił to ja też tak będę".  Mam swój rozum i obserwuje, po moich analizach to jest śmieszne. Nigdy nie kieruje się czyimś życiem, mam własne, a każdy przypadek jest inny.  Bo jeśli los nam spłata figla to zostaniemy tak naprawdę z niczym, a ja przynajmniej już jestem przygotowana, jeśli "licho się obudzi" pokażę mu środkowy palec ;)

Ciąg dalszy nastąpi ;)
Buziaki do następnego!
Pozdrawiam Maria!

3 komentarze:

  1. Też uważam że przez 9 miesięcy należy wszystko kompletować a nie na ostatnią chwilę. Pokoik wygląda zjawiskowo, życzę Ci dużo wytrwałości Kochana! :)

    OdpowiedzUsuń

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich zdjęć, jeśli chcesz je wykorzystać to najpierw mnie o to spytaj!

Dziękuję za odwiedzenie mojej strony. Jeśli masz ciekawą opinię na dany temat lub chcesz o coś spytać, albo po prostu chcesz pogadać, chętnie poczytam i odpowiem ;) Miłego dnia życzę.
Pozdrawiam Maya :*